Katarzyna:
> ... ucza sie nie dla mnie, tylko dla siebie, by w przyszlosci miec
> wieksze szanse na dobra prace.
> ... Forma nagrody - dowolna, ale z umiarem.
Ogolnie w dziecinstwie bylem motywowany nieco podobnie.
Pamietam np taka scene: nieopodal naszego bloku budowano szkole
i moi rodzice pokazujac na ludzi za oknem krzatajacych sie na budowie
tlumaczyli mi, ze jesli bede sie dobrze uczyc to bede jak ten pan inzynier
chodzic z teczka pilnujacy porzadku na budowie, a jesli uznam nauke
za zbedna to w przyszlosci bede pracowac ciezko jak ci panowie
w 'waciakach' i gumowcach (inzynier tez byl w gumowcach, ale nie
w 'waciakach', zas w biurze w baraku zmienial - podobno - gumowce
na zwykle buty).
Na studiach natomiast funkcjonuja stypendia za oceny.
Tak sie zastanawiam wlasnie, czy mniej romantyczny stosunek do
ew. wysilku we wczesnych latach nauki jest rzeczywiscie czyms 'zlym'?
Przeciez i tak dzieci motywuje sie materialnie: zabawki na dzien dziecka/
urodziny/gwiazdke... itd, dostaniesz to co chcesz jesli... itd... itp.
Im dluzej sie zastanawiam, tym bardziej sklaniam sie ku tezie, ze zwlaszcza
w naszym zromantyzowanym systemie traktowania wiedzy/nauki placenie
_wprost_ za oceny stanowi forme bardziej adekwatnego nagradzania niz
przecietnie.
Bo co takiego zlego jest w tym ze dziecko poczuje, ze jakosc jego wysilku
skutkuje _rowniez_ wprost gratyfikacjami o charakterze finansowym?
Pewien adekwatny drobny przedsmak doroslosci ma byc kolejnym tabu
dla dzieci?
Jesli dzieki placeniu za oceny wszyscy bedziemy miec korzysc chocby
z wiekszego poziomu swiadomosci zwiazanej z nastepstwami wysokiej
jakosci wlasnych dzialan, a co za tym idzie rowniez motywacje do
efektywnosci w dzialaniach przekladajacych sie na jakosc zycia,
to jestem za.... :)
oczywiscie bez przesady oraz nie jako jedyna forma nagradzania za
wyniki w nauce.
Czarek