Wieści te nasunęły od razu mnóstwo nowych pytań. Czy Sverenssen jest rodowitym Ziemianinem i zwykłym kolaborantem czy też jewlenejskim agentem, korzystającym z tożsamości Szweda zabitego przed laty w Afryce? Czy byli na Ziemi jeszcze inni, tacy jak on? Dlaczego Jewlenowie fałszowali swoje raporty, by przedstawić Ziemię jako wojowniczą planetę? Czy służyło to jako pretekst, by utrzymywać armię, która miała być „zabezpieczeniem”, przed prawdopodobną ziemską agresją? Jeśli tak, przeciwko komu zamierzali Jewlenowie użyć swoich sił militarnych... przeciwko Thurien, by położyć kres erze ganimedejskiej dominacji? A może przeciwko Ziemi, żeby wyrównać rachunki sprzed pięćdziesięciu tysięcy lat? Jeśli przeciwko Ziemi, to czy działalność sieci Sverenssena w ciągu ostatnich dekad, polegająca na popieraniu rozbrojenia strategicznego i pokojowego współistnienia, była spiskiem zmierzającym do uczynienia z Ziemi bezbronnej planety po to, by w razie ataku nie stawiała oporu i pozostała miejscem kwitnącym i rozwiniętym przemysłowo, a nie kulą dymiących gruzów? A gdyby to było prawdą, w jaki sposób Jewlenowie zamierzali postąpić z Thurienami, którzy raczej nie czekaliby z założonymi rękami na rozwój wydarzeń? .

- Cóż, ostatecznie jesteśmy po tej samej stronie. Ty masz nas za niebezpiecznych, ja twierdzę, że zmierzamy do trwałego pokoju. Ty domagasz się odlotu, ja chcę, byście odlecieli. Możemy sobie pomóc.. - Dziękuję - powiedziała Heller. Hunt usiadł. Spojrzała na Thurienów, którzy wyglądali na zdumionych. - Dlaczego Jewlenowie mieliby to robić, skoro do tej pory ich polityka polegała na opóźnianiu rywala? Ponieważ musieli zaakceptować fakt, że nie są w stanie dłużej trzymać Ziemi w zacofaniu. Skoro Ziemia i tak wkrótce miała stać się wysoko rozwiniętą planetą, Jewlenowie postanowili wykorzystać już istniejącą infrastrukturę wpływów i pokierować postępem w taki sposób, żeby doprowadzić rywala do samozagłady. Innymi słowy, zaczęli dążyć do tego, by nauki, które sami pomogli rozwinąć, wykorzystano nie do zlikwidowania plag od wieków gnębiących ludzkość, lecz do prowadzenia globalnej wojny o nie spotykanym okrucieństwie. - Mówiąc to, uważnie popatrzyła na Broghuilio i przekonała się, że trafiła w sedno. Teraz nadszedł czas na zadanie ostatecznego ciosu. - Zaprzeczcie, że jewlenejscy agenci przeniknęli w szeregi europejskiej arystokracji pod koniec dziewiętnastego wieku i sprowokowali wybuch morderczej nienawiści, której kulminacją były okropności pierwszej wojny światowej - zaczęła podniesionym głosem. - Zaprzeczcie, że kontrolowana przez Jewlenów organizacja zdobyła władzę nad Rosją po rewolucji w tysiąc dziewięćset siedemnastym roku i stworzyła wzór totalitarnego państwa policyjnego. Zaprzeczcie, że umieściliście swoją grupę na gruzach powojennych Niemiec, aby wzniecała nienawiść, której kres miała położyć pokojowymi środkami utworzona w tym celu Liga Narodów. Posłużono się starannie wybranymi i wyszkolonymi osobnikami, nieprawdaż? Co się stało z prawdziwym Adolfem Hitlerem? A może działaliście za kulisami... pamiętacie Alfreda Rosenberga? - Trzej Jewlenowie nie musieli nic mówić. Osłupienie na twarzach było wystarczającym potwierdzeniem. Heller zwróciła się do Thurienów i wyjaśniła: - Druga wojna światowa miała być wojną nuklearną. Zostały spełnione wstępne warunki naukowe, polityczne, społeczne i ekonomiczne. Nie wszystko jednak poszło tak, jak zaplanowano, choć niewiele brakowało.. - A więc, chłopaki - odezwał się znużonym głosem pan Andrews, jakby czytał synowi w myślach - jak wyglądają wasze umiejętności życia w dziczy?. — Wiem — powiedział Emmanuel.. Easter ugryzł kawałek swojej bułki z hamburgerem.. - Zapalamy świecę i odchodzimy spacerkiem - powiedział Schwebach, kiedy zakończył już swą robotę. - Po piętnastu minutach mamy mały śliczny pożarek.. Być może Cierń czuł, że będę wolał samotnie odbyć tę część mojej podróży. Nie spieszyłem się. Wiedziałem, że będę mógł skontaktować się z Cierniem dopiero po zapadnięciu zmroku. Idąc niegdyś dobrze znanymi mi uliczkami i zaułkami, nie napotkałem niczego, co wyglądałoby znajomo. Każdemu budynkowi dodano teraz następne piętro, a na najwęższych uliczkach balkony prawie stykały się ze sobą, pogrążając je w wiecznym półmroku. Mijałem gospody, w których kiedyś bywałem, i sklepy, w których kupowałem, widziałem twarze starych znajomych, zmienione piętnastoma latami doświadczeń. Nikt na mój widok nie wydał okrzyku zdumienia czy radości. Byłem dostrzegany tylko przez chłopców sprzedających na rogach ulic gorące paszteciki. Kupiłem jeden za miedziaka i zjadłem. Smak pieprznego nadzienia ze słodkowodnych ryb był smakiem podzamcza Koziej Twierdzy.. — Nie jesteś głodna? — zapytał Fitch, upiwszy łyk wody mineralnej.. — Skąd to wziąłeś? — spytała surowym tonem.. - Musicie to zostawić! - beknął stwór. - To co ocean wyrzuci na plażę skarbów, musi na niej pozostać. Rzuć to, co znalazłeś..